poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Requiem dla snu. Marzenia, które uzależniają

Jest ktoś, kto nie słyszał o tym filmie? Jest ktoś, kto nie słyszał muzyki do tego filmu? Pewnie nie. Jednak na pewno znajdzie się ktoś, kto nie wiedział, że jest też książka. Sama dowiedziałam się przez przypadek. Wydana dopiero w 2010 roku przez wydawnictwo Niebieska Studnia trafiła w końcu do mnie. Czytając ją, miałam gdzieś z tyłu głowy obrazy z filmu, który widziałam dobrych kilka lat temu i który wtedy nie zrobił na mnie aż tak wielkiego wrażenia, jak się spodziewałam.
Hubert Selby Jr
Od pierwszych stron uderza całkiem inny sposób narracji. Nie ma tu klasycznych dialogów. Tak naprawdę nie jesteśmy do końca przekonani gdzie kończy się wypowiedź jednego bohatera, a gdzie zaczyna kolejnego. To był moje pierwsze, a jak się ostatnio przekonałam, nie ostatnie spotkanie z tego typu zabiegiem. Z pewnością nadaje to książce pewnego charakteru. Sprawia, że czytelnik jest zagubiony jak bohaterowie. Trzeba czasem trochę się wysilić i odkryć o co tak naprawdę chodzi, nic nie jest podane na tacy. Jak w życiu. Z mojej przygody z filmem pamiętam głównie trójkę młodych bohaterów. Chciałoby się ich scharakteryzować słowem narkomanii. To smutne, bo przecież oni mają marzenia, czegoś od tego życia chcą i mają nadzieję, że uda im się to wszystko jakoś ułożyć. Jak każdy. Jednak są jeszcze narkotyki. Mimo że książka raczej zbudowana jest w ten sposób, że odczuwalna jest więź z bohaterami, wykazujemy się empatią i współczujemy im, to jednak nie można zapominać, że narkotyki to ich wybór. Takie trochę pójście na skróty, chwilowe poczucie, że świat nie jest taki szary i można w życiu zrobić, co się tylko chce. Jednak z czasem, to wszystko przestaje być tak kolorowe. Człowiek uzależnia się od tej nierealnej rzeczywistości i ciągle chce więcej. Huber Selby, który sam miał do czynienia z narkotykami, ukazuje nam wszystkie blaski i cienie uzależnienia. Jasność umysłu i spokój ducha kontra niepokój i ból zarówno fizyczny jak i psychiczny.

Warto zwrócić uwagę na postać matki, która gdzieś, przy pierwszym kontakcie z filmem, mi umknęła. Kobieta samotna, nieszczęśliwa, również mająca swoje marzenia. Tak bardzo pragnie, by zaznać jeszcze odrobiny szczęścia. Dialogi, w których rozmawia z synem o samotności są bardzo poruszające i nie da się obok nich przejść bez chwili refleksji.

Zaraz! Boże wszechmogący wygląda na to że całe dotychczasowe życie upłynęło jej na czekaniu. Czekaniu na co???? Czekaniu na to by zacząć żyć. Tak, zgadza się, czekała na to by zacząć żyć. (...) Wszystko co robiła było jedynie próbą generalną przed życiem.

Książkę przeczytać warto. Zdecydowanie. Po początkowych stronach myślałam, że jest to słaba powieść napisaną slangiem, którą ciężko się czyta. Jak bardzo się myliłam. Dostajemy tekst przesycony kolokwializmami, ze składnią pozostawiającą wiele do życzenia, by po chwili czytać pięknie zbudowane zdania przepełnione metaforami i porównaniami.



Po przeczytaniu książki oczywistym było dla mnie powrócenie do ekranizacji. Czasem łapię się na tym, że zaraz po lekturze nie jestem w stanie docenić filmu, bo wydaje mi się, że już to wszystko widziałam w mojej głowie. Tutaj reżyser daje nam coś więcej. Pamiętam, że kiedyś byłam trochę rozczarowana, oczekiwałam czegoś wstrząsającego w bardziej dosłowny sposób.  Moja wyobraźnia została jednak podsycona obrazami z książki, emocje w pewien sposób się skumulowały i tym samym film trafił do moich ulubionych.

Jared Leto, Ellen Burstyn, Darren Aronfsky, Clint Mansell. Warto.


8 komentarzy:

  1. Kiedyś, kilka lat temu, moja koleżanka uwielbiała ten film ze względu na Jareda Leto, chociaż mało co z tej ekranizacji zrozumiała. Film na mnie czeka, jednak mam co do niech pewne wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę książkę tak samo jak film, zamierzam ją przeczytać jeszcze nie raz(film oglądałam chyba już z 10 razy, a dowiedziałam się o nim 2 lata temu...). : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Często jest właśnie tak, że ludzie całkiem inaczej odbierają film wcześniej przeczytawszy książkę na podstawie której powstał, od tych widzów którzy tego nie zrobili. W moim przypadku baardzo rzadko ekranizacja dorównuje powieści. Jeśli chodzi o ten film, nie widziałam go wcześniej, ale po twojej recenzji może sie jednak skusze. Oczywiście, po przeczytaniu najpierw książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Film oglądałam, muzykę znam, ale o książce rzeczywiście nie słyszałam. Tylko nie lubię czytać książek po filmie. Kolejność musi być odwrotna ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też czytałam najpierw książkę, później zabierałam się za film. Jednak często zdarzało się, że nie miałam pojęcia, że książka istnieje i siłą rzeczy przeczytałam ją później. Teraz to już dla mnie nie ma większego znaczenia. O ile to nie jest jakiś kryminał, to nie robi mi to większej różnicy. Książka i tak jest w stanie się sama wybronić, z filmem jest już różnie. Czasem mam wrażenie, że ktoś po prostu przelał dosłownie całą historię z papieru na ekran i nie dodał nic od siebie, a to nie zawsze jest dobre.

      Usuń
  5. Tytuł utrwalił mi się w głowie, ale wstyd się przyznać - ani nie czytałam, ani nie oglądałam "Requiem dla snu", chociaż planuję to od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już dodałam do mojej listy 'Must have'. Na pewno przeczytam jak znajdę trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki nie czytałam, ale film zrobił na mnie ogromne wrażenie!

    OdpowiedzUsuń